2012/10/31

Październik

Na początku miesiąca można było zgubić skarpetkę na spacerze i nic się nie działo a pod koniec spadł śnieg i gubienie skarpetek już nie wchodziło w grę.
Pierwszy raz Warszawski Festiwal Filmowy przepłynął gdzieś obok, blisko ale jednak nie dotykając mnie wcale.
Październik smakował grzybami, dynią, jabłkami i śliwkami. Umiarkowanie w tym roku ale jednak.
Był weekendami za miastem i tygodniami w mieście.
Paroma chwilami doskonałymi i paroma całkiem przeciwnymi.
Rozczuleniem, zachwytem, zmęczeniem i chorobą.
Zbieraniem grzybów a raczej spacerem po lesie skąpanym we mgle.

Nie zgadzam się na zimę. Po raz pierwszy tak bardzo.

9 komentarzy:

  1. To ja też się nie zgadzam! Bo nie znoszę tego czasochłonnego ubierania się, szczelnego okutywania i wbijania w kombinezony.
    Fantastyczny ten kurnik!

    OdpowiedzUsuń
  2. ładny kolaż zdjęć.... pozdrawiam ciepło...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach te spacery po lesie,za mało ich było w tym roku.Do nadrobienia w przyszłym:)

    OdpowiedzUsuń
  4. piękny ten Twój październikowy kolaż... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę moje ulubione, małe stopy :)

    Mi WFF też jakoś przemknął z boku, prawie niezauważony. Wczoraj w kuchni trafiłam na list z programem, który przyszedł pocztą pod koniec wcześnia, ale na głowie miałam wtedy za dużo innych rzeczy aby nawet go otworzyć. Zrobiłam to wczoraj, mam nadzieję, że kilka filmów wejdzie regularnie do kin.

    Mój październik zupełnie nieoczekiwanie smakował... rybami.

    OdpowiedzUsuń
  6. kosz z grzybami i bukiety z liści = jesień idealna!
    pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jeszcze zimę da się odsunąć w czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię takie podsumowania (sama robię ;)).
    Pomagają nie zapomnieć, o tych kilku chwilach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też się nie zgadzam. Myślę, że jeszcze na chwilę Nam odpuści :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...